środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 21 Nowy "Dom"

Wsiadłem do samochodu, zapiąłem pasy. Pomachałem loczkowi, ale nie odmachał mi, ponieważ wzięli go lekarze. Pojazd ruszył.
Przecież tego chciałem.. Chciałem stąd uciec od początku. Dlaczego mnie to nie cieszy? HALO! Wyszedłem stąd!
- Wiemy o tobie prawie wszystko od lekarza. Może opowiesz nam coś o sobie? - Zapytała kobieta.
- A może państwo pierw mi powiedzą, kim państwo są? Wy o mnie coś wiecie, ja o was nic.
- Ma chłopak rację. - Przytaknął mężczyzna prowadzący auto.
- No dobrze, nazywam się Isabella Stelle, a to mój mąż Daniel. Mieszkamy niedaleko.
- Mam pytanie. - Przerwałem niegrzecznie.
- Tak?
- Dlaczego akurat wzięliście mnie stamtąd, a nie z Domu Dziecka? Dlaczego nie mogłem wziąć ze sobą Brada? Nie stwarzałby problemów.
- Connor, spokojnie. Nie mogliśmy. Ja rozumiem, że jesteście przyjaciółmi..
- Już jesteśmy na miejscu! - Powiedział uradowany Daniel i zatrzymał auto na podwórku.
Odpiąłem pasy, otworzyłem drzwi i wyszedłem z pojazdu. Zaczerpnąłem tego świeżego powietrza.
- No, witaj w domu, słonko. - Pogładziła mnie po ramieniu Isabella.
Myślałem, że śnię.
Ten dom, a raczej willa była jak z innego świata. Widać, że mają pieniądze. Jestem ciekaw, czy za mnie zapłacili.. 
Rozejrzałem się dokładnie. Spojrzałem na uśmiechniętą parę za mną.
- No śmiało, wejdź do środka. - Powiedziała kobieta.
Po ścieżce zrobionej z płaskich kamieni podszedłem pod drzwi. Ciemno brązowe, a klamka złota. Prawdziwego złota. Powoli otworzyłem drzwi. Wszedłem do wnętrza pałacu. Był ogromny!
Nagle usłyszałem wycie dziecka. Wszedłem na górę po rozłożystych białych schodach. Otworzyłem jeden z pięciu pokoi wszedłem do środka.
To był pokój dziecięcy. Cały był w misiach, pluszowych misiach. Ogólnie to cały pokój był taki słodki i bezpieczny dla maluszka. Dziecko ucichło. Przyglądało mi się uważnie. Spojrzałem na małego loczkowatego blondynka w kojcu. Miał szafirowe oczka i czerwone policzki od płaczu.
Przypominał mi mojego Bradzia.. przez czuprynkę. Kucnąłem przed kojcem.
- Cześć. Chcesz wyjść? - Powiedziałem ściszonym głosem.
Chłopczyk odpowiedział powolnym kiwnięciem główką. Na oko miał 3 latka.
- To chodź. - Wstałem, chłopiec wyciągnął do mnie swoje małe rączki, a ja chwyciłem go pod pachami.
Przytulił mnie mocno. Pogładziłem go leciutko po plecach.
- Glodny jestem. - Powiedział szeptem w moje lewe ucho.
Na tę wiadomość wyszedłem z nim z pokoju i udałem się na dół.
- Dobrze, powiedz mi gdzie jest kuchnia? - Trzymałem go mocno.
Odkleił się ode mnie i wskazał mi drogę. Pokierował nas do salonu. Tam siedziała pani tego domu.
- Przepraszam, ale malec mówi, że jest głodny.
- Maxuś! - Odwróciła się nagle. - Ojej wziąłeś go na ręce? To takie kochane. Dziękuję.
Podeszła i zabrała malca.
A więc tak ma na imię.. hm ładnie. Pasuje mu.
- Chodź, pokażę Ci gdzie będziesz miał pokój. - Powiedział Daniel tachając moją walizkę.
- Niech pan mi ją da. - Wziąłem i weszliśmy na górę.
- Obok pokoju Maxa będziesz mieć.
- Obojętnie mi to, na prawdę. - Wszedłem pierwszy.
Zatkało mnie. Miałem normalnie udekorowany pokój. No, raczej nie tak bardzo normalny.. Był udekorowany na sportowo. Były różne trofea. Wziąłem jeden delikatnie i przeczytałem.
XI Mistrzostwa w American Football 
Zajęte miejsce: II
Na drugim natomiast było napisane
Dla Najlepszego przewodnika naszej drużyny footballu
Odłożyłem je z powrotem na miejsce i spojrzałem na mężczyznę stojącego w progu drzwi.
To nie jest pokój dla mnie.. To był wcześniej jego pokój. Nie mogę tutaj tak po prostu przebywać swobodnie, gdzie on zdobywał trofea.
- Ja wiem, że może teraz jest Ci niezręcznie, ale nie mamy innego wolnego pokoju..
- To był pański pokój prawda?
- Nie. - Przełknął gorzko ślinę, odszedł i zamknął za sobą drzwi.
To było dziwne? Jeżeli nie jego, to czyj? Przecież na pewno nie Maxa. Może to jednak jego pokój, tylko, że tak powiedział bo nie chce wracać do tego? Może zdobył jakąś straszną kontuzję po tym i nie chce wspominać porażki?
Zacząłem się rozpakowywać. Szafa była pełna ubrań. Dlaczego?
Wyjąłem jedną bluzkę. Ładna była. Akurat ma mój rozmiar.
Nie powinienem tego robić, no ale..
Założyłem bluzkę. Przejrzałem się w lustrze, które było na wewnętrznej stronie drzwiczek szafy.
Zauważyłem, że nie jestem w pokoju sam. Wystraszyłem się. W drzwiach stała Isa. 
- Przepraszam, nie powinienem... - Ściągnąłem delikatnie bluzkę.
- Nie.. śmiało możesz nosić. Pasuje do Ciebie. - Uśmiechnęła się słabo ze szklanymi oczami. - Obiad jest.
Wyszła i zamknęła drzwi. 
Nie mogę patrzeć jak są smutni.. Niby to obcy ludzie, ale są dobrzy, a dobrzy ludzie nie powinni być smutni. Muszę się wszystkiego dowiedzieć.
Spojrzałem jeszcze na tą bluzkę i zdecydowałem, że ubiorę ją ponownie i zejdę na obiad.
***
Wszedłem do salonu. Daniel wytrzeszczył oczy. Jego żona pogłaskała go po ramieniu i uśmiechnęła się do niego. Nic się nie odezwał.
- Proszę Con, twoja porcja. - Podała mi talerz z pieczonymi ziemniaczkami, jakąś surówką i pulpetami gotowanymi.
- Dziękuję. - Usiadłem przy stole i zacząłem jeść powoli.
- Nie smakuje Ci? - Zapytał
- Bardzo smakuje. - Uśmiechnąłem się.
- Nie widać tego po tobie.. Jeżeli nie smakuje, to może zrobić kanapki?
- Z przyzwyczajenia jem powoli. Na prawdę. Jest bardzo dobre. - małżeństwo skończyło swój posiłek i odstali od stołu.
Dokończyłem jeść sam. Wstałem i umyłem po sobie talerz.
Wyszedłem na podwórko. Zauważyłem jak grają w golfa. Podszedłem się przyjrzeć.
- Hej, zagrasz z nami? - Zaproponował.
- Nie umiem w to grać... - Podrapałem się z tyłu głowy.
- Spokojnie, nauczę Cię. - Podszedł do mnie i podał mi kij golfowy.
Nie umiałem dobrze odbić piłeczki, żeby poleciała prosto do dołka. Raz za mocno, raz za słabo.
- Kiedyś Ci się uda. - Powiedziała ze współczuciem.
- Ja się tego nigdy nie nauczę. To jest nudne. - Odłożyłem delikatnie kij.
- No dobra, więc co Ty lubisz?
- Poczekajcie chwilkę. - Pobiegłem do domu.
Na szafie widziałem piłkę od nogi. Uwielbiam tą grę. Mógłbym grać w nią od rana do wieczora.
Ściągnąłem piłkę z szafy, przy okazji przebrałem się w krótsze spodnie i wybiegłem z powrotem na podwórko. Było gorąco. 
Akurat się złożyło, że na ich podwórku była dziura niedaleko drugiej. Wbiłem w te miejsca jakieś patyki, żeby to posłużyło jako bramka. Podbiegłem do nich.
- W co będziemy grać? - Zapytała.
- W coś co lubię. - Uśmiechnąłem się szeroko.
Rzuciłem piłkę na ziemię. Będzie świetnie.
- Widzicie, to dwa grube patyki wbite w ziemię? - Wskazałem.
- mhm 
- To tam jest bramka i ten kto strzeli gola to punkt dla niego.
- Ale to chyba trzeba grać na drużyny..
- Będziecie razem, przeciwko mnie. Nie możecie pozwolić abym strzelił do waszej bramki. Musicie ją bronić.
Kopnąłem piłkę. Zacząłem z nią biec.
- Biegnę do bramki! Ty go zatrzymaj jakoś! - Krzyknął Daniel. Był szybszy ode mnie.
- Już go prawie mam! - Krzyknęła kobieta i zaczęła mnie nagle łaskotać.
Zacząłem się śmiać. Przewróciłem się, a kobieta razem ze mną.
- Tak nie można! To nie fair - Powiedziałem ledwo przez śmiech.
Zza żywopłotu przyglądała się nam uśmiechnięta  dziewczyna o blond włosach.
Wstałem, podałem rękę pani Isabelli żeby mogła wstać. Zerknąłem jeszcze raz za żywopłot, nie było już jej.
- To była Sarah. Ładna dziewczyna. - Podszedł do mnie Pan Stelle.
- Też pan ją widział?
- A miałem jej nie widzieć?
- Nie.. po prostu nie wiem czy serio ten psychiatryk mi nie zniszczył wzroku.
- Rozumiem. Wygląda jak anioł, prawda?
- Być może.
- Dzień dobry! Rodzice oddają zapożyczony grill. - Usłyszałem łagodny głosik. Odwróciłem się momentalnie. To była ona, w białej sukience.
- Dziękujemy, słonko. - Rzekła kobieta.
Odwróciłem się i poszedłem wyciągnąć patyki z dołków przeznaczonych do golfa.
- Cześć. - Wystraszyłem się.
- Cześć - Odpowiedziałem badając ją wzrokiem.
- Jestem Sarah. Twoja sąsiadka. - Wyciągnęła do mnie dłoń.
- Connor. - Uścisnąłem i wyciągnąłem drugi badyl. 
- Nigdy nie widziałam, żeby cała rodzina się tutaj śmiała.. mało kiedy grają w coś innego niż golf.
- Serio? To jest nudne. - Uśmiechnęła się pokazując śnieżno- białe zęby.
- Też tak uważam. Do jutra. - Zachichotała i odeszła.
Czy ja się z nią umawiałem? Czemu powiedziała "do jutra"? Może mam ważniejsze sprawy.
Odłożyłem patyki gdzieś pod krzaki. Wziąłem piłkę i poszedłem do domu.
- Skarbie, nie mam siły go myć. 
- On nie chce, żebym ja go kąpała. Poza tym to jest chłopiec. - Kłócili się.
- Nie. Rozumiesz kobieto, że nie mam siły?
- Przepraszam, że się wtrącam, ale rozumiem, że chodzi o Maxymiliana to ja go mogę wykąpać. Z resztą sam potrzebuję kąpieli. - Spojrzeli po sobie.
- Niech Ci będzie - machnęła ręką 
Poszedłem na górę i odłożyłem piłkę na miejsce. Ruszyłem do pokoju malca.
- No młody, trzeba się iść wykąpać. - Wyciągnąłem go z kojca. - Widzę, że masz jeszcze pieluchy, pokaż gdzie pidżama i pieluchy.
Max wskazał na pierwszą szufladę. Otworzyłem ją. Miał cztery różne ubranka do spania. Rozłożyłem je na komodzie.
- Którą wybierasz? - Wskazał na żółtą z dinozaurami. Wziąłem ją a resztę złożyłem i schowałem, przy okazji zabrałem jedną pieluchę i zasunąłem szufladę.
- Idziemy do łazienki. - Powiedziałem i wyszliśmy z jego pokoju.
- Widzę, że znalazłeś. - Rzekła.
- Bez problemu. 
- Nalałam już wody do wanny. Musisz mu włosy też umyć.
- Dobrze. - Wszedłem do łazienki.
Rozebrałem malucha i włożyłem powoli go do ciepłej wody.
- Bąbelki. - Wskazał na żel do mycia.
Nalałem trochę do wody i wymieszałem. Powstała piana. Chłopiec smarował mnie nią po twarzy śmiejąc się.
- Trzeba Ci główkę umyć, wiesz?
- Ale scypie.. - Posmutniał.
- Nie będzie szczypać. Obiecuję. - Wziąłem trochę szamponu dziecięcego do ręki i roztarłem na dłoniach. Potem wtarłem w jego mokre włoski.
- Zamknij teraz oczka. Trzeba spłukać. - Wziąłem dzbanuszek, nabrałem wody z wanny i oblałem głowę chłopca. Kaszlnął
- Hej, nie masz tego pić. - Zaśmiałem się. Powtórzyłem drugi raz tę samą czynność i odgarnąłem mokre włosy z jego twarzy. - Otwórz oczka.
Zrobił jak nakazałem.
- I co? Szczypało?
- Nie. - Uśmiechnął się i oblał mnie wodą.
- Ejejej bo rozlewasz. - Zaczęliśmy się śmiać. - No, już. koniec tego dobrego. Trza wyjść z wanny.
- Cemu?
- Bo Connor też musi się wykąpać.- Wyciągnąłem go z wanny, wziąłem mięciutki, ciepły ręcznik z kaloryfera i wytarłem nim malucha.
- Dobra.. teraz jak się zakłada pieluchy? - Ten maluch był mądrzejszy ode mnie. Wytłumaczył mi o co chodzi.. 
Ubrałem go, nawet na dobrą stronę wszystko. 
- Dawaj głowe tera. - Wytarłem porządnie jego włosy, żeby nie ciekła z nich woda.
Ziewnął głośno. 
- Widzę, że ktoś tu chce spać. - Wziąłem go na ręce i ruszyłem do jego pokoju. 
Nad uchem słyszałem ciche chrapnięcie. 
- Młody, ty chrapiesz? - Włożyłem wykąpanego, pachnącego chłopaka do kojca i zakryłem kołderką.
- Śpij dobrze. - Szepnąłem, zgasiłem światło i wyszedłem.
Teraz czas na mnie.. Eh czuję, że po tej piłce będę miał zakwasy. Dawno nie grałem.
Wlazłem do wanny i dokładnie się umyłem. Potem spuściłem wodę, okryłem się ręcznikiem.
Cholera jasna.. nie wziąłem pidżamy. 
Otworzyłem powoli drzwi. Rozejrzałem się.
Super, nikogo nie ma. Mogę iść do pokoju.
Ubrałem tylko dolną część. Było mi za gorąco, żeby ubrać komplet. Wróciłem się do łazienki, by rozłożyć ręcznik na kaloryferze. 
Rozglądałem się po pokoju szukając mojej gitary. Uchyliłem okno, bo na prawdę było gorąco.
Znalazłem swoją gitarę i zacząłem grać, tworzyłem kolejną piosenkę, którą zapisywałem w zeszycie.
Zatrzymałem się przy jednej zwrotce. Nie miałem pomysłu, żeby co do niej dodać.
Wstałem i odłożyłem delikatnie gitarę. Zerknąłem przez okno. Sąsiadka miała pokój naprzeciwko mojego..
Zaklaskała mi i pokazała kartkę z drukowanymi literami "Pięknie tworzysz"
Zarumieniłem się lekko i szukałem kartki i długopisu. Poszperałem w biurku. Pokazałem jej kartkę z podziękowaniami. W zamian otrzymałem od niej szeroki uśmiech.
Zasłoniłem okno roletą. Zgasiłem światło i poszedłem spać.

5 komentarzy:

  1. Z jednej strony mi smutno a z drugiej wesoło xD szkoda że Con musiał rozstać się z Bradem a z drugiej strony trafił na dobrą rodzinę. Jednak ciekawa jestem czyj to był pokój. Może mieli kiedyś syna? No nic muszę czekać na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Może oni wrócą jeszcze po Brada? Mam wrażenie ze coś sobie zrobi :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział. Wreszcie Con ma normalnych rodziców :) Szkoda tylko że nie ma z nim Brada :(
    Smutno bez niego :'(
    Mam nadzieje ze jeszcze gdzieś go uwzględnicie ;)
    Czekam na next *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego musieli się rozstać z Bradem?? To smutne, ale muszą do siebie wrócić. Czekam na next :3

    OdpowiedzUsuń