Wolnym krokiem szedłem w głąb ciemności. Przyznam się, że miałem gęsiora.. Zszedłem na sam dół.
Podszedłem do włącznika i włączyłem światło. Na ścianie widniał napis "Po co wróciłeś?"
- Brad? Czy to Ty to piszesz? Błagam Cię, nie strasz mnie dobrze? - Rozglądałem się wszędzie.
Czułem się obserwowany na każdym kroku..
- Bradley.. Wyjdź no. Nie chowaj się! - Poszedłem do drugiego pokoju.
Przeraziłem się. Ujrzałem loczka w koszuli szpitalnej przywiązanego na stole..
- Con.. - Powiedział szeptem. Nagle światło zgasło.. - Co się stało?
- To teraz nie jest ważne. Musimy stąd jak najszybciej wyjść.. - Włączyłem latarkę i odwiązałem go.
- Connor.. Tak się bałem.. - Przytulił mnie mocno.
- Jestem przy Tobie. Czekaj.. co to jest? - Po ścianie na przeciwko lała się jakaś ciemna, gęsta ciesz.
Utworzyła napis "Nie możesz go zabrać".
- Connor, o co tu chodzi? Co to ma znaczyć?
Zaraz po tym spadł jeden ze słoików.. Ze szczątek jelita cienkiego utworzył się napis "Potrzebny jest do wskrzeszenia"
- Brad, spadajmy stąd! - Pociągnąłem go za rękę i wybiegliśmy z pokoju.
Nagle spadł jeden z regałów. Na kolejnej ścianie było napisane "Wkrótce do was przyjdę."
Kto przyjdzie?! O co w tym wszystkim do jasnej cholery chodzi?! Kto pisze to wszytko? To jakieś przedstawienie czy co?!
Uciekliśmy szybko na górę. Zamknęliśmy drzwi i zasunęliśmy łóżko.
- Brad.. Co się właściwie stało?
- No wiesz..
- O, a ja was wszędzie szukałam! - Weszła niespodziewanie Amanda.
- Coś się stało?
- Gdzie byliście, że tacy czerwoni jesteście?
- Nie ważne..
- Aa rozumiem, spoko nie wnikam - Zaśmiała się.
- O co Ci chodzi? - Zapytał loczek
- Nie, nic.. - Wyszła z pokoju.
O co ona nas podejrzewa? Ostatnio ma jakieś dziwne wyrażenia.. na przykład "Idź do tego swojego Brada" Nie rozumiem jej..
- Coś tam żyje.. - Powiedział szeptem
- Co?
- Jakaś Kreatura.. Chciała mnie zabić.. - Nagle usłyszeliśmy trzask.
Natychmiast skierowaliśmy wzrok pod moje łóżko.
- Brad.. co się dzieje? - Szepnąłem.
Nagle moje łóżko poleciało na ścianę. To coś ma potężną moc..
- Kreatura? - To coś powiedziało niskim zachrypniętym głosem.
Nie można było określić czy to męski czy damski głos.. Był taki.. taki.. podwójny.
- Zwiewajmy stąd! - Krzyknąłem. W mgnieniu oka już nas nie było w pokoju.
- Co do.. - Nie dokończył loczek.
- Brad, spójrz! To ta sprzątaczka, o której Ci mówiłem! - Wskazałem na starszą panią, która właśnie zamiatała korytarz.
- Tu coś nie gra.. - Powiedział zaniepokojony.
- Co Ci nie odpowiada?
- To nie jest ten sam szpital. Spójrz tylko! Nikogo nie ma na korytarzu, a drzwi od pokoi? - Spróbował jedne otworzyć. - Wszystkie są zamknięte!
- W sumie masz rację.. A może po prostu zmienili coś?
- Poza tym nie czujesz smrodu? Wszędzie czymś zalatuje.
- Wolisz wrócić do pokoju?
- Oczywiście, że nie.
Bradley rzeczywiście miał rację.. To nie jest ten sam szpital..
Pobiegłem do gabinetu pana McCurdiego. Zapukałem grzecznie i zajrzałem do środka. Gabinet był pusty.. nie wyglądał jak przedtem.. Zamknąłem drzwi. Wróciłem do bruneta.
- Nie ma doktora Jacka..
- A co wy tu jeszcze robicie?! - Przyszła Jakaś pani z kluczami.
- Yhm.. Stoimy? - Rzekłem.
- Nie żartujcie sobie! Nie słyszeliście dyrektorki, która kazała iść do pokoju dziennego?
- Pokoju dziennego? - Popatrzyliśmy na siebie zdziwieni.
- No, już nie udawajcie, że nie wiecie o co chodzi! Zaraz was tam zaprowadzę. - Podeszła i zamknęła nasz pokój na klucz. - A teraz za mną.
Ruszyliśmy za jej osobą. Zeszliśmy na dół po schodach i skręciliśmy w lewo. Dwóch mężczyzn ubranych na biało, otworzyli nam drzwi.
Co to jest za pomieszczenie? Nigdy mnie tu nie było..
- Brad.. byłeś tutaj kiedykolwiek? - Szepnąłem.
- Nigdy.. Nie przypominam sobie, żeby w ogóle coś takiego było w tym szpitalu..
Wewnątrz tego pokoju, było pełno pacjentów. Niby wszystko jest okej, ale nikogo nie było z naszych znajomych.. Usiedliśmy na pierwszej lepszej sofie.
- Nie wiem co tu się stało, ale nie podoba mi się to.. - Szepnąłem.
- Jest tutaj pełno nowych ludzi.. Nie znam nikogo. Nawet tych z personelu.
Nagle przyszła jakaś dziewczyna. Miała czarne włosy, bladą cerę, lecz różane policzki.
- To nie jest Kate?
- No coś ty.. za niska na Kate. Poza tym nie jest do niej podobna. Jest ładniejsza.
- Hej - Szepnąłem w jej kierunku. Odwróciła głowę. - Chodź tu na chwilę.
- Co chcecie? - Podeszła do nas.
- Nie wiesz może gdzie jest doktor McCurdy?
- Co wy, z choinki się urwaliście? Nikogo takiego nie ma.
- Ale.. jak to? Przecież..
- Słuchajcie, mamy rok 1986 nie wiem w jakim wy świecie żyjecie.
- 1986?! Co? To niemożliwe! - Złapaliśmy się za głowy.
Dziewczyna zmarszczyła brwi i odeszła do gramofonu, który grał w kółko tę samą piosenkę i wyłączyła to.
Wszyscy zaczęli wariować. Zachowywali się, jak ryby wyciągnięte na brzeg.
Nagle do pomieszczenia wszedł mężczyzna z siwą bródką. Wyglądał na lekarza..
- Uspokoić się! Kto wyłączył muzykę?! - Powiedział bardzo niskim tonem.
Wszyscy wskazali na nią przy czym trzęsła się im ręka.
- Mia.. - Stanął nad nią. - Od pewnego czasu, jesteś nieposłuszna.. Wraz z panią Purlix, zastanowimy się nad karą dla Ciebie. Najpierw może kilka batów, a potem się coś pomyśli.
Batów?! To chore! Widzę, że dyscyplina w tamtych czasach była bardzo surowa..
- Brad.. Uciekajmy stąd. - Szepnąłem.
Dwóch mężczyzn wzięło Mię za ramiona i wyprowadzili ją z pomieszczenia, a doktor ponownie włączył tę samą piosenkę.
- Ja tu dłużej nie wytrzymam! To mi niszczy mózg! - Walnąłem głową w stolik.
- Con, uspokój się, bo Cię gdzie wyprowadzą.
- Słuchaj, nie wiem czy wiesz, ale mam zamiar stąd uciec. Ucieknijmy razem, proszę.
- A ci strażnicy? Posłuchaj mnie uważnie. Musimy ten plan ucieczki dobrze zaplanować, bo jak nas złapią, to dostaniemy surową karę. Chcesz dostać batem?
- No nie.. - Podrapałem się z tyłu głowy.
- Ja też nie, więc poczekajmy..
- Ile będę musiał czekać? Jeszcze dzisiaj, chcę wyjść stąd.
- Spokojnie. Coś się wymyśli.
- A jak nam zrobią pranie mózgu? A jak zrobią jakieś elektrowstrząsy?
- Przestań histeryzować. Skąd możesz wiedzieć co oni tu robią?
- Tutaj można się wszystkiego spodziewać.
- W sumie racja.. - Przytaknął Brad. - Ale to i tak nie wyklucza tego, że mamy stracić wszystkie zmysły.
- Ale Brad! Jest niby rok 1986! My się jeszcze nie narodziliśmy!
- A może.. to tylko taka fabuła, żeby zamącić w naszych głowach?
- Hę?
- No bo, patrz. Nie mogliśmy chyba na pstryknięcie palca przenieść się w czasie. A Ci ludzie, mogą być z innego piętra, prawda?
- No.. mogło tak być..
- Sam zobacz, my wylądowaliśmy na oddziale dla młodzieży, a tutaj w tym pomieszczeniu, są nawet starzy ludzie.
- No dobrze, więc co MY tutaj robimy?
- Nie wiem..
Eeee 1986??? WTF?! Jak to możliwe?! i co za świnia chciała zabić Bradleya?! Niech tylko poczeka to się tym czymś zajmę! Podejrzewam że chłopcy przesunęli się w czasie do tego feralnego dnia kiedy spłonęło piętro szpitala. Zaraz... SPŁONĘŁO PRZECIEŻ A ONI TAM SĄ?! Matko żeby to tylko były moje wymysły! hah :D Czekam na next! :***
OdpowiedzUsuńNominowałam cię do Liebster Award! Info tutaj ---> http://the-vamps-ariana-fanfiction.blogspot.com/2015/01/liebster-blog-award-d.html
Raaany.. No ale tak jak powiedziałaś idę na priv i ci opowiem co moja bujna wyobraźnia wymyśliła XD
OdpowiedzUsuńNominowałam Cię do Liebster Award :D --> http://the-vamps-fanfiction-w-jednosci-sila.blogspot.com/2015/01/liebster-blog-award.html
OdpowiedzUsuń1986 rok?? To nie moźliwe. Chyba to przez te pomiejszczenie... Ja zawsze świetnie :D
OdpowiedzUsuńMatko jaki zwrot akcji *.* Tego się nie spodziewałam ;)
OdpowiedzUsuńale żeby aż 1986?!?!?!?!? Hahaha zajebisty rozdział....z resztą jak zawsze :*
Czekam na next i życzę weny
zapraszam do mnie -----> http://offical-imagines-the-vamps.blogspot.com/