Obudził mnie straszliwy ból w kostce. Zerwałem z siebie kołdrę i ujrzałem zakrwawioną nogę.
Jak to się stało!? Przecież nigdzie stąd nie wychodziłem. Uhg.. Jak boli.
-Brad...
Do oczu zaczęły napływać mi łzy.
-Bradley obudź się. - powtórzyłem głośniej.
-Con... - przetarł zaspane oczy i spojrzał w moją stronę. - Jezus Connor co ci się stało!?
-N...nie wiem. Jak się obudziłem to już tak było.
-Nie ruszaj się. Pójdę po kogoś z personelu. - Wstał z łóżka.
-Ciekawe gdzie bym miał pójść z tą rozwaloną kostką.
-Celna uwaga. - podszedł do drzwi i wyszedł na korytarz.
Przekręciłem się tak, że leżałem na plecach i założyłem ręce za głowę.
Jak to się stało? Przecież całą noc spędziłem w łóżku. Lunatykowanie odpada, bo Brad pewnie by usłyszał, że gdzieś wychodzę. Może to to coś zza tych drzwi. Nie to nie możliwe.
Po policzkach zaczęły lecieć mi łzy.
Kiedyś rozwaliłem sobie nogę, ale aż tak bardzo nie bolało. Zaraz nie wytrzymam z tego bólu.
Do pokoju wszedł Brad z pielęgniarką. Szybko otarłem łzy i spojrzałem w ich stronę.
-No nieźle. Gdzie rozwaliłeś sobie tę nogę?
-Nie wiem.
-Mhm. Dobra trzeba ją odkazić i opatrzyć. - pochyliła się nad moją nogą i przyłożyła gazik z wodą utlenioną.
Okropnie mnie piekło, łzy znów napłynęły mi do oczu, ale nie pozwoliłem im wypłynąć na policzki. Zacisnąłem powieki. Pielęgniarka podniosła nogę aby mi ją opatrzyć. Syknąłem.
-Bardzo cię boli? - spytał przerażony Brad.
-Trochę...
- Gotowe. Następnym razem bardziej uważaj Connor. - otworzyłem oczy. Pielęgniarka posłała mi wymuszony uśmiech.
-Postaram się.
-No dobrze chłopcy chodźcie na śniadanie. - rzuciła wychodząc na korytarz.
Podniosłem się. Postawiłem na podłodze najpierw jedną, a potem drugą nogę Syknąłem.
-Wracaj z powrotem do łóżka. - powiedział Brad. - Przyniosę nam śniadanie.
Zrobiłem tak jak kazał mi loczek.
Ugh.. Wychodzę na jakiegoś kalekę który nie umie chodzić. Brad pewnie też ma ze mnie bekę.
Spojrzałem na nogę.
Jezu, ale ze mnie niezdara.
Wstałem z łóżka. Przestawiłem gitarę i zacząłem odsuwać łóżko.
Muszę zobaczyć co jest za tymi drzwiami.
Podszedłem do drzwi. Pochyliłem się i powili wyciągnąłem rękę w stronę klamki. Nagle coś pociągnęło mnie do tyłu. Upadłem na kogoś. Odwróciłem głowę i ujrzałem Brada.
-Mówiłem ci nie ruszaj tych drzwi - syknął.
-Ja tylko chciałem zobaczyć... Jestem ciekawy co tam jest.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a teraz wstawaj ze mnie.
Wstałem i otrzepałem spodnie. Podałem mu rękę aby pomóc mu wstać. Podszedł do łóżka i przesunął je na miejsce. Podał mi gitarę.
-Więcej nie odsuwaj tego łóżka, rozumiesz?
-Umm.. no dobra.
-Masz i jedz. - podał mi talerz.
Posiłek zjedliśmy w milczeniu. Szybko zjadłem swoją porcję i odstawiłem talerz. Wziąłem gitarę i zacząłem grać.
-If you want to get your mind at rest tonight
Come and shout about it
We cant talk for 100 miles and drive where you're less surrounded
Cause I can see that candle you hold inside has a cloud around it
How can a heart like yours be that high and dry
When if burns the brightest?
Spojrzałem na Brada? Patrzył na mnie z otwartymi ustami.
-No co?
-Con... Świetnie śpiewasz.
-Zanim tu trafiłem nagrywałem covery na YouTube.
-Tej piosenki nie słyszałem, jakaś nowa?
-Nie.. to moje autorstwo.. - poczułem, że się rumienię i szybko się odkręciłem.
Poczułem, że obok mnie ugina się materac.
-Con...Ty się rumienisz.
Odłożyłem gitarę i położyłem się na łóżku. Nagle drzwi się otworzyły. W progu stał Jack.
-Connor czemu ty jeszcze w piżamie?
-No bo...
-Idź się przebrać i przyjdź do mnie do gabinetu.
Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Wyjąłem ubrania i poszedłem się przebrać.
Ciekawe czemu Jack wezwał mnie do siebie do gabinetu. Może coś zrobiłem... Tylko co...
Zapukałem do drzwi gabinetu.
-Proszę. - wszedłem do środka. - Oh cieszę się, że tak szybko przyszedłeś. Usiądź.
-Coś się stało? - zapytałem siadając na krześle.
-Nie.. To znaczy tak. Chodzi o twoją nogę. Dziś rano krwawiła ci prawda? - przytaknąłem. - Prawdopodobnie masz naruszoną kość. Musimy zrobić ci prześwietlenie.
-Włoży mi ją pan w gips.
-Jeżeli kość jest złamana to tak. No dobrze chodź na prześwietlenie.
Udaliśmy się do pracowni rentgenowskiej. Zrobiony mi prześwietlenie prawej nogi.
-Connor mam złe wieści. Kość jest złamana, musimy założyć ci gips na 6 tygodni.
-Na 6 tygodni? Nie da się na mniej?
-Niestety nie. Pójdziemy teraz założyć ci gips.
O kulach wszedłem do pokoju.
-Widzisz? Założyli mi gips. Na pieprzone 6 tygodni. To krwawienie było tylko dlatego, że kość była złamana i na coś tam naciskała.
-Przynieść ci coś?
-Nie dzięki. - położyłem się na łóżko. - Obudzisz mnie na obiad?
-Jasne.
***
-Con... - przetarłem oczy. Nade mną pochylał się Brad. - Przyniosłem obiad. Stoi na szafce.-Um... Dzięki.
Usiadłem na łóżko, wziąłem talerz i zaraz odstawiłem go.
-Czemu nie jesz? Nie lubisz spaghetti?
-Lubię, ale nie mam ochoty.
Brad podszedł do mnie i usiadł na łóżku obok mnie.
-Jak nie chcesz jeść sam to ja cię nakarmię. - wziął talerz. Nawinął trochę klusek na widelec. - No już otwieraj buzię.
-Nie.. - nie zdążyłem dokończyć, bo wepchnął mi kluski do buzi.
-Smakowało? - spytał Brad odstawiając pusty talerz. - Następnym razem jak nie będziesz chciał jeść to też cię nakarmię.
Genialny :) kocham was dziewczyny za to że piszecie tak wspaniały blog! /Marzena :)
OdpowiedzUsuńBiedny Connor :(((( Kto mógł mu to zrobić?! Te przeklęte drzwi! Co tam jest?! Ja chcę wiedzieć! TERAZ! Ale pewnie dowiem się później XD Hah chcę więcej!
OdpowiedzUsuńsuperowy rozdział *.* biedny Con :(
OdpowiedzUsuńBiedny Connorek, ciekawe co będzie dalej i czy zobaczy, co jest pod tymi drzwiami...
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSuper blog! Polece znajomym
OdpowiedzUsuńwpis pierwsza Klasa Kochana!@
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się ten blog a pomysły macie wspaniałe :D
OdpowiedzUsuń