-Będzie dobrze... - przytuliłem jeszcze mocniej Brada.
-Proszę państwa a oto pokój Bradley'a i Connor'a. Bradley jest tutaj prawie półtora roku, a Connor trafił tutaj niedawno. Connor może byś w końcu zszedł z kolegi? - puściłem Brada i usiadłem obok niego.
-To było słodkie. - stwierdziła kobieta. - Czemu tutaj trafiłeś?
-Nadpobudliwość..
-A Ty? - spytała Brada.
-Próba samobójcza...
-O ile wiem to po próbie samobójczej jest się tutaj około roku..
-Widzi pani jestem jestem dziwnym przypadkiem.
-Idziemy dalej? - zapytał Jack.
Wyszli z naszego pokoju i zamknęli drzwi. Spojrzałem na Brada. Miał łzy w oczach.
-Ej nie no nie płacz Bradziu no. - ponownie go przytuliłem.
-Samobójcze myśli ma, ma myśli samobójcze. - odezwał się głos za tych piekielnych drzwi.
-Zamknij się! - wrzasnąłem.
-Samobójcze myśli ma, ma myśli samobójcze. Samobójcze myśli ma, ma myśli samobójcze.
-ZAMKNIJ SIĘ NIE CHCĘ TEGO SŁUCHAĆ! - zatkałem uszy.
-Samobójcze myśli ma, ma myśli samobójcze. - zjawa zaczęła mówić coraz głośniej.
Spadłem z łóżka i zacząłem miotać się po podłodze.
-Przestań, przestań, przestań,
-Czemu nie chcesz tego słyszeć, przecież wiesz, że on tylko o tym myśl.
-NIEPRAWDA!
-Con uspokój się. - Brad złapał mnie za nadgarstki. - Nie słuchaj tej kreatury.
-Znów leżysz nade mną. Złaź, bo zaraz ktoś wejdzie. - zepchnąłem go ze mnie.
Wstałem z podłogi. Położyłem się na moim łóżku. Nagle coś kopnęło materac aż podskoczyłem na łóżku.
-Przestań no! Dasz mi w końcu spokój?!
-Con nie zwracaj uwagi. Chodź do mnie. - Brad przesunął się na swoim łóżku, a ja na nie wskoczyłem.
Wtuliłem się w Brada. Moje powieki stawały się coraz cięższe. Ziewnąłem.
-Prześpij się trochę skarbie. - pocałował mnie w czoło.
***
Obudził mnie lekki pocałunek w policzek. Powoli otworzyłem oczy. Przy łóżku klęczał Brad.
-Przyniosłem obiad. - usiadłem na łóżku a on podał mi talerz z posiłkiem.
-Nie jestem głodny.
-To Cię nakarmię. - zabrał mi talerz.
-Ejeje nie! Nie jestem głodny. Sam to.. - nie zdążyłem dokończyć, bo loczek wepchnął mi do buzi widelec z jedzeniem.
-Nie w ogóle nie byłeś głodny... - powiedział odstawiając pusty talerz.
-Connor? - w drzwiach stanął lekarz. - Mam dla Ciebie świetną wiadomość! Państwo Stelle chcą wziąć Cię do swojego domu!
-Że co?! Ale...ale jak to? - powstrzymywałem łzy.
-Pakuj się, przyjdę za godzinę. - zamknął drzwi.
-Nie chcę! Jezu ja nie chcę! Nie zostawię Cie tutaj samego. - rzuciłem się w ramiona chłopaka.
-Kochanie nie płacz no..
-Ale Brad ja nie chcę... - załkałem.
-Cii... Wiem, że nie chcesz, ale tam będzie Ci lepiej niż tutaj. Tam się lepiej Tobą zaopiekuję.
-Tutaj jest mi dobrze, tutaj dobrze się mną opiekują... Nie chcę Cię zostawiać. Boję się, że tak kreatura coś Ci zrobi...
-Nic mi się nie stanie, nie martw się.
-Kocham Cię - szepnąłem.
-Ja Ciebie też... A terza chodź się pakować i nie płacz już, - uwolnił mnie ze swoich objęć.
Podeszliśmy do szafy. Brad zdjął z góry moją walizkę i położył ją na swoim łóżku. Powoli zaczęliśmy mnie pakować.
-Connor - zawołała mnie pielęgniarka. - Chodź zdejmiemy Ci gips.
-Ale nie minęło jeszcze 6 tygodni.
-Lekarz robił Ci badania i powiedział, że można Ci go już zdjąć.
Podszedłem do niej i udałem się z nią do tej samej sali w której zakładano mi gips. W środku był już Jack. Usiadłem na krześle i podniosłem nogę do góry. Doktor szybkim ruchem rozciął mi gips i byłem już wolny od tego cholerstwa.
-Gotowe - uśmiechnął się.
-Dziękuje. - rzuciłem.
-Ależ nie ma za co. Spakowałeś się już?
-Jeszcze nie... Proszę pana czemu oni wybrali właśnie mnie?
-Widzieli jak przytulasz i pocieszasz Brada. Uznali Cię za bardzo opiekuńczego chłopca. Powiedzieli, że byłbyś idealnym starszym bratem dla ich syna.
-Nie chcę z nimi nigdzie iść. Chcę zostać tutaj. Chcę zostać z Bradem.
-Rozumiem, że zżyliście się, ale niestety państwo Stelle chcą abyś był ich starszym synem. Mam nadzieję, że Ci się tam spodoba,
-Spodoba? - spytałem oburzony. - Teraz wydaje mi się, że jestem w jakimś ośrodku adopcyjnym a nie w szpitalu psychiatrycznym. Z resztą ja mam 18 lat! Jestem pełnoletni!
Wyszedłem. Ruszyłem w stronę mojego pokoju.
Niedawno twierdziłem, że tego pokoju nigdy nie nazwę "moim", ale teraz gdy jestem z Bradem... Ale czy ja aby na pewno z nim jestem?
Wszedłem do pokoju. Loczek właśnie kończył zasuwać moją walizkę, Postawił ją na podłodze i usiadł na łóżku. Spocząłem obok niego.
-Brad - spojrzał na mnie. - Czy my... No czy my...
-Czy my jesteśmy razem, tak? - przytaknąłem. - Jeżeli ty chcesz to tak, a jeżeli nie, to nadal jesteśmy przyjaciółmi.
-Oh Bradziu oczywiście, że chcę. - lekko pocałowałem go w usta. - Oczywiście, że chcę.
Brad złapał mnie za brodę i wbił się w moje usta swoimi. Gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy siedziałem na jego kolanach, a on gładził mnie po policzku. Zamknąłem oczy i rozkoszowałem się jego dotykiem.
Dałbym wszystko aby ta chwila trwała wiecznie.
Cichutko zamruczałem.
-Podoba Ci się, co?
-Mhm.
-Chętnie bym to robił częściej... - otworzyłem oczy.
-To rób.
-Jak? Za jakieś 10 minut przyjdzie po Ciebie Jack... Już nigdy więcej nie będę mógł Cię przytulić, już nigdy więcej nie będę mógł spać z Tobą gdy będziesz się bał, już nigdy więcej Cię nie pocałuje... - spojrzał mi w oczy. - Nie chcę Cię stracić, strasznie mi na Tobie zależy...
-Nie stracisz mnie. - uśmiechnąłem się łobuzersko.
-Masz jakiś plan?
-Może.. - ponownie złączyłem nasze usta.
Jego dłonie błądziły po moich plecach, a moje palce lekko ciągały jego loczki.
-Popsułeś mi fryzurę. - stwierdził po jakimś czasie.
-Oj tam. - wstałem i chciałem usiąść obok niego, ale złapał mnie za biodra i ponownie posadził sobie na kolanach. - Brad, bo ktoś jeszcze wejdzie i zobaczy...
-Niech patrzą... Chcę się nacieszyć moim chłopakiem zanim mi go zabiorą.
-Mówiłem Ci, nikt mnie nie zabierze.
-Co Ty planujesz?
-Zobaczysz. - uśmiechnąłem się,
-Kocham Twój uśmiech.
-A ja kocham Twój. Szkoda, że tak rzadko gości na Twojej twarzy.
-Gdybyś został ciągle bym się uśmiechał..
-Bradziu nie drąż już tego tematu, proszę Cię.
-Nikt nigdy nie mówił do mnie Bradziu...
-Na prawdę?
-Mhm.
-W takim razie od teraz jesteś moim Bradziem.
-Tylko Twoim?
-Tylko moim. - lekko musnąłem kącik jego ust.
Zszedłem z niego. Tym razem mnie nie zatrzymywał,
-Con..
-Hm? - spojrzałem na niego.
-Wiesz, że jesteśmy pierwszą parą w tym szpitalu?
-Serio?
-Kiedyś gadałem o tym z jedną z pielęgniarek...
-Jesteś gotowy? - do pokoju wszedł Jack.
-Tak. - podszedłem do walizki i wziąłem ją w ręce. - Bradziu pójdziesz ze mną?
Bez słowa wstał i wyszliśmy z pokoju.
Ostatni raz idę tym korytarzem. Ostatni raz widzę osoby, które na prawdę mnie polubiły, które, tak samo jak ja, są "inne".
Spojrzałem na Brada.
Ostatni raz widzę mojego loczka.
Złapałem go za rękę.
Ostatni raz czuję jego dotyk.
Doszliśmy do wyjścia ze szpitala. Przed drzwiami stali państwo Stelle. Wzięli moją walizkę.
-Czas się pożegnać... - powiedział Brad.
-Mogliby państwo zostawić na chwilę samych? - spytałem.
-Oczywiście, poczekamy w samochodzie, czarne audi. - rzekł pan Stelle.
Wyszli. Doktor też gdzieś znikł. Zostałem sam z moim loczkiem, Wbiłem się w jego usta.
Ostatni raz czuję te idealne usta.
Kiedy się od niego oderwałem spostrzegłem, że po jego policzku płynie samotna łza. Starłem ją kciukiem.
-Bradziu nie płacz... Niedługo się zobaczymy.
-Obiecujesz?
-Obiecuję. - przytuliłem go. - Na mnie już chyba pora...
-Chyba tak.
-Do zobaczenia Bradley.
-Do zobaczenia Connor. - podszedłem do drzwi.
Odwróciłem się w stronę mojego loczka.
-Kocham Cię. - szepnąłem
-Ja Ciebie też. - odpowiedział również szeptem.
Popłakałam się.. Za bardzo przeżywam to wszystko.. Za bardzo mnie to wciąga. Aż dostałam dreszczy :/ Dlaczego to zrobiłaś?! ;[ będziesz mieć moje łzy na sumieniu :( chce dalej!!!!
OdpowiedzUsuńNie! Po prostu nie! Oni muszą być razem! Nie można ich rozdzielać :'( Muszę wiedzieć, co wykombinował Con :(
OdpowiedzUsuńNIEEE! Cemu?! Cemu?! CEMU?! Oni nie mogą ich rozdzielić! No popłakałam się! Błagam niech Connor coś wymyśli! Niech wróci! Czekam zniecierpliwiona na następny!
OdpowiedzUsuńCzemu mi to robisz?!?!?! To takie asthkfkoqpl *.*
OdpowiedzUsuńSzczerze, popłakałam sie :'(
Oni muszą aby razem! Bronnor Forever :*
Z.A.J.E.B.IS.T.Y rozdział ^^
Wow *-* ale takie smutne ;_;
OdpowiedzUsuń