Wyszedł z pokoju. Podszedłem do drzwi i je zamknąłem.
Dobra teraz albo nigdy.
Położyłem gitarę na łóżku Brada i odsunąłem łóżko. Uklęknąłem przed tajemniczymi drzwiami. Chwyciłem za klamkę i szybkim ruchem otworzyłem drzwi. Zajrzałem do środka. Panowały tam egipskie ciemności. Podszedłem do szafy i wyjąłem z niej latarkę. Powróciłem do otworu. Poświeciłem do środka, ale nic tam nie zobaczyłem. Na jednej ze ścian dostrzegłem drabinę. Opuściłem nogi i zacząłem schodzić na dół. Kiedy moje nogi dotknęły podłogi włączyłem ponwnie latarkę. Zorientowałem się, że jestem na początku korytarza. Przełknąłem głośno ślinę i poszedłem przed siebie.
Ciekawe co takiego jest tutaj, że Brad zabronił mi otwierać te drzwi.
Oświeciłem podłogę. Były ułożone na niej szare płytki. Poświeciłem na ściany. Były z czerwonego drewna. Coś po nich płynęło. Dotknąłem ściany kciukiem i palcem wskazującym.
Hm... Coś lepkiego.
Włożyłem kciuk do ust.
I słodkiego.
Oświetliłem palec wskazujący. Tą słodką, lepką cieczą okazała się być krew. Przeraziłem się. "WRACAJ DO POKOJU" krzyczał głos w mojej głowie. Nie posłuchałem go i poszedłem dalej. Nie wiem ile szedłem, może minuty, może godziny. Od słodkiego zapachu krwi robiło mi się niedobrze. Nagle przede mną wyrosła ściana. Poświeciłem na nią i ujrzałem mały srebrny przycisk. Wyciągnąłem dłoń i palcem wskazującym wcisnąłem go. Zniknął a na jego miejscu ukazały się ogromne żelazne drzwi. Przełożyłem latarkę do drugiej ręki i ponownie wyciągnąłem dłoń. Chwyciłem za klamkę. Pchnąłem drzwi i wszedłem do środka. Ujrzałem kolejne drzwi. Otworzyłem je. Wszedłem do następnego pomieszczenia. Przy drzwiach wymacałem włącznik. Włączyłem światło. Zasłoniłem oczy. Kiedy już przyzwyczaiły zdjąłem z nich rękę. Ujrzałem szafę. Podszedłem do niej i ją otworzyłem. W środku na wieszakach wisiały lekarskie uniformy. Zdjąłem jeden z nich i założyłem na siebie. Nagle szafa zamieniła się w windę. Wszedłem do środka.
-Witamy doktorze Flynn. - odezwał się kobiecy głos.
Drzwi windy zamknęły się i zacząłem jechać w dół. Po paru sekundach dźwig zatrzymał się. Drzwi otworzyły się a mi ukazało się pomieszczenie jak w bazie NASA. Zszedłem po schodach. Podszedłem do jednego z komputerów. Odsunąłem krzesło i włączyłem monitor. Pojawił się jakiś plik. Wsiadłem aby go przeczytać. Tekst był chyba po hiszpańsku.
Szkoda, że zamiast hiszpańskiego wybrałem włoski.
Wyłączyłem monitor.
-A co ty tu robisz? - odkręciłem się.
Za mną stał doktor McCurdy.
-Ja... Nic.
-Jak tu wszedłeś?
-Znalazłem takie drzwi.
-Ah już wiem jakie. Twój przyjaciel cię nie ostrzegł aby ich nie otwierać?
-No mówił, że mam nie otwierać.
-Czemu go nie posłuchałeś?
-Byłem ciekawy.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła Connor. Mam przykra wiadomość chłopcze. Odkryłeś co tu się dzieje. Teraz muszę cię uciszyć. -chwycił mnie za ramię.
-Spokojnie proszę pana nic nikomu nie powiem
Zaśmiał się.
-Oj Connor... Wiem, że nikomu nie powiesz. Już stąd nie wyjdziesz.
-Co? Czemu?
-Już powiedziałem ci czemu. Fajny z ciebie chłopak. Szkoda, że muszę cię zabić. - wyciągnął z kieszeni nóż.
Cofnąłem się. Wpadłem na komputer. Jack rzucił się na mnie.
-Connor.. - ktoś szturchnął mnie w ramię. - Con proszę obudź się.
Przetarłem i otworzyłem oczy. Przy moim łóżku klęczał Brad. Rozpłakałam się
-Oh Brad... - usiadł obok mnie i mnie przytulił.
-Cii.. Już dobrze, jestem tu. Nie bój się. to tylko zły sen.
-Bardzo zły. Śniło mi się, że otworzyłem drzwi i była tam jakaś baza i Jack chciał mnie zabić, bo odkryłem tajemnicę. - wtuliłem się w niego jeszcze bardziej.
-Cii... - pogłaskał mnie po głowie. - Już dobrze. Pójdę po śniadanie okej?
-Mhm. - posunąłem się od niego i otarłem łzy.
Loczek wstał z łóżka i wyszedł na korytarz. Położyłem się na łóżko. Zamknąłem oczy. Po jakimś czasie przyszedł Brad. Podał mi miskę z płatkami kukurydzianymi.
-Smacznego. - Uśmiechnąłem się.
Szybko zjadłem śniadanie i poszedłem się przebrać.
-Hej Con. - przed drzwiami do pokoju stała Amanda - To ty ostatnio śpiewałeś?
-Umm... Tak. - podrapałem się po karku.
-Zaśpiewasz coś mi Klarze i Jane?
-Jasne, zaraz do was przyjdę.
Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Brad leżał na łóżku i czytał książkę.
-Czemu Ty nie chodzisz o kulach? - spytał nie odrywając wzroku od lektury.
-Bo mi nie wygodnie tak chodzić.
-Chodząc o kulach nie obciążasz nogi. - wziąłem gitarę i udałem się w stronę drzwi. - Gdzie idziesz?
-Do Amandy. Chciała abym coś jej i dziewczynom zagrał. Idziesz ze mną?
-Nie. Mam co robić? - podniósł książkę do góry.
Wyszedłem na korytarz. Podszedłem do pokoju dziewczyn i zapukałem do drzwi. Otworzyła mi Klara.
-Con! Jak fajnie, że przyszedłeś i masz gitarę!
-I mam gitarę. - uśmiechnąłem się.
Wszedłem do środka i przywitałem się z Jane. Usiadłem obok Amandy.
-To co chcecie abym zagrał?
-Najlepiej to co wczoraj. - powiedziała Klara.
Wziąłem gitarę do ręki z zacząłem grać.
***
-Con to było niesamowite. - Amanda klepnęła mnie w ramię.-Dzięki. - uśmiechnąłem się i poprawiłem grzywkę która opadła mi na oczy. - Dobra dziewczyny miło się z wami gada, ale będę już wracał do siebie.
Wstałem i odkręciłem się w stronę drzwi.
-Jeszcze raz wielkie dzięki, że przyszedłeś. - przytuliła mnie Klara - Dobra leć do swojego Brada.
Puściła mnie. Wyszedłem na korytarz.
Mojego Brada? O co jej chodziło?
-Con dobrze, że już jesteś. Pożyczysz mi kilka bransoletek?
-Po co?
-Nieważne. Pożyczysz?
-No okej. - położyłem gitarę na łóżku.
Zdjąłem cztery bransoletki i rzuciłem je Bradowi. Patrzyłem jak zakłada bransoletki na nadgarstek. Przyjrzałem się uważniej i dostrzegłem coś czerwonego. Świerze rany.
O nie! Musiał to zrobić kiedy byłem u dziewczyn, ale dlaczego to zrobił?
Wstał z łóżka.
-Brad - spojrzał na mnie. - Dlaczego?
-Co dlaczego? - wskazałem na nadgarstek. - Ugh... Nieważne.
Wyszedł na korytarz zamykając za sobą drzwi.
Jak to nieważne? Dla mnie ważne. Nie chcę aby się okaleczał. Chcę mu pomóc. Najgorsze jest to, że nie wiem jak mu pomóc.
Super czekam na nexta
OdpowiedzUsuńBoże kocham 😭💗💓~Hazza
OdpowiedzUsuńAle ten sen był straszny, lepiej, żeby tam nie wchodził. A rozdział świetny :D
OdpowiedzUsuńOMG! Ten sen był okropny! Nie pozwolę zabić Connora! Po moim trupie! Ale szkoda mi Bradleya :( Biedacze mój :(((( dlaczego on sobie to robi??? Lecę czytać następny :D
OdpowiedzUsuńSen okropny :/ ale rozdział superowy :D
OdpowiedzUsuńCzekam na next ^^