Czułem w sobie, że już pora wstawać. Wyciągnąłem się i macałem ręką każdy milimetr pościeli, szukając loczka. Otworzyłem powoli oczy, lecz w łóżku byłem sam jeden. Usiadłem na łóżku przecierając oczy.
- Bradzio? - Powiedziałem cicho przy czym rozglądałem się po pokoju.
Cisza.
Zdjąłem z siebie kołdrę i wstałem ociężale z łóżka. Skierowałem się ku wyjścia.
Otworzyłem powoli drzwi, wyjrzałem za nie i wyszedłem. Usłyszałem jak ktoś mnie woła.
- Connor! Chodź ze mną ale to migiem! - Ciągnął mnie McCurdy.
Wepchnął mnie do pokoju.
- Co jest?
- Nie wolno Ci chodzić w samej bieliźnie! Dopóki się nie ubierzesz, masz nie wychodzić z pokoju.
- Ale nie ma Brada..
- Gdzie jest?
- No nie wiem właśnie i chciałem go szukać.
- Poszukasz, jak się ubierzesz. - Stanął w drzwiach. - I żebym drugi raz nie musiał Cię upominać.
Wyszedł.
Jezu, chyba dzisiaj wstał lewą nogą.. Chciałem tylko poszukać loczka..
Podszedłem do szafy, wyjąłem z niej czyste ubranie i ubrałem się. Ponownie wyszedłem z pokoju.
Dzisiaj na korytarzu było jakoś mało osób. Rozglądałem się po wszystkich stronach.
- Braaad! - Wołałem.
Nigdzie go nie widziałem. Wszedłem do łazienki.
- Bradziu.. - Słuchałem czy ktoś się nie odezwie, lecz z kabiny wyszedł James.
- O, Con. Cześć. - Uśmiechnął się.
- Cześć James.. - Nie miałem sił, żeby podnieść swoje kąciki ust do góry.
- Coś się stało?
- Nie widziałeś może nigdzie Brada?
- Niestety nie.. Ale znajdzie się za niedługo - Poklepał mnie po ramieniu i odszedł.
Gdzie on jest? Wie bardzo dobrze, że nie cierpię kiedy znika i ja nie wiem gdzie jest.. Martwię się o niego.
Rozczarowany wyszedłem z łazienki i stanąłem na środku korytarza, patrząc to w jedną, to w drugą jego stronę.
Zapukałem do jednych drzwi i otworzyłem. W nim byli jacyś chłopcy.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy nie widzieliście nigdzie Brada?
- A kto to? - Wytrzeszczył oczy jeden z nich.
- Taki wyższy brunet, loczki ma.
- Wczoraj go widzieliśmy, ale z Tobą.
- Czyli nic nie wiecie.. Okej to nie przeszkadzam dłużej. - Zamknąłem drzwi.
Ponownie było z pięcioma następnymi..
Słyszałem to samo. Nikt nic nie wie.. Każdy widział go tylko wczoraj..
- Brad, gdzie ty do cholery jesteś? - Powiedziałem otwierając kolejne drzwi.
- Con, coś się stało? - Zapytała Amanda w środku swojego pokoju.
- Nie ma Brada..
- Jak to nie ma? - Zdziwiła się.
- No nie ma..
- A może jednak? - Powiedziała cicho.
- Słyszałem, o co chodzi?
- Musimy porozmawiać na osobności. - Spojrzała na dwie milczące blondynki, które patrzyły uważnie na nas.
- No dobra.. Chodź do mnie. - Otworzyłem drzwi obok i weszliśmy do środka.
- Nie słyszałeś jeszcze?
- O czym? Dlaczego tutaj są praktycznie zawsze same tajemnice?
- No spokojnie, już Ci mówię.
- Spiesz się, bo się martwię o niego.
- To ty nie słyszałeś? - Usiadła na łóżku.
- O.. ?
- Krążą plotki, że Brada zabrano do izolatki..
- Co?! - Zerwałem się na równe nogi. - Ale jak to?
- Nie wiem.. ponoć wkurzył Jacka..
- W sumie to serio był jakiś dzisiaj nie w sosie.. - Przytaknąłem.
- Widziałeś się z nim?
- Tak.. Ale jak mówiłem mu, że Brada nie ma, to nie zareagował tak jakby się przejmował..
- No widzisz..
- Muszę się dostać do izolatek.. Muszę mieć pewność, że nic mu nie jest..
- Co ty chcesz niby zrobić? Odbiło Ci?
- Tak. Gdzie są? Albo pójdziesz tam ze mną, albo sam znajdę.
- Connor, nie rób tego. Na prawdę.. Tam jest strasznie..
- Chcę tylko go zobaczyć. Pójdziesz ze mną, czy nie? - Popatrzyłem jej prosto w oczy.
Chyba się mnie bała.. To dobrze. Długo czekałem na jej odpowiedź..
- No dobra. - Przełamała się.
- Świetnie! - Uradowałem się. - Zatem chodźmy! - Pociągnąłem ją za rękę.
- Hej, postradałeś wszystkie zmysły czy co?
- Przecież powiedziałaś..
- Tak, ale nie teraz.. W nocy.
- W nocy? - Spojrzałem na nią z niedowierzaniem.
- Tak, no bo patrz. - Otworzyła drzwi. - Widzisz te wszystkie pielęgniarki?
- No, widzę.
- Nie przedostaniesz się do izolatek od, tak. Nie pozwolą.
- To w nocy pozwolą?
- Oj głuptasie.. Późno w nocy, każdy śpi. Nikt nie dyżuruje.
Dopiero po ok. dziesięciu minutach ogarnąłem, co do mnie powiedziała.
Wyszła z pokoju. Ja natomiast usiadłem na łóżku i myślałem.. Wbiłem swój wzrok w drewnianą podłogę.
Myślałem o niczym.. Dopiero później spojrzałem na puste łóżko.. Było nie pościelone.. nie było w nim loczka.. Poczułem mocne ukłucie w sercu.
Przycisnąłem dłoń do klatki piersiowej i wyszedłem na korytarz. Czułem jak powoli brakuje powietrza.. Było mi gorąco.. Kiedy szedłem, obraz, który widziałem, rozmazywał się.. Chwilę później straciłem przytomność.
Ktoś mną potrząsał.. Klepał, lecz moje powieki były tak ciężkie, że nie byłem w stanie ich otworzyć..
Ani nabrać powietrza do ust.. Ktoś położył mnie na czymś zimnym i twardym..
- Connor, nie rób nam tego! Błagam! - Słyszałem krzyki.
Chyba śniłem.. Tak, to było jak sen.. ale w jakichś ciemnościach. Nagle słyszałem płacz i zaciąganie nosem.
zaraz potem słyszałem szepty.
- Przepraszam.. Con wybacz mi. To przeze mnie.
O co chodzi? Kto to był? Co się stało?
Nic do mnie nie docierało.. Sam nie wiem czemu.. Nie mogłem niczego zrozumieć..
W pewnej chwili, w tych ciemnościach ujrzałem Brada. Był czerwony od płaczu.
- Chodź ze mną. - Wyciągnął do mnie rękę.
Chciałem chwycić, ale Obraz ponownie mi się rozmazał..
Otworzyłem bez problemu oczy.
- Gdzie ja jestem? - Rozejrzałem się po dziwnym pokoju.. pełno było urządzeń medycznych i śmierdziało różnymi lekarstwami.
- Doktorze! Przebudził się! - Podskoczyła pielęgniarka i wybiegła krzycząc.
Świetnie.. zostałem teraz sam..
Nagle przybiegł lekarz z tą pielęgniarką. Podszedł uradowany do mnie.
- Co mi się stało?
- Zemdlałeś.. Wystraszyłeś nas nieziemsko. Myśleliśmy już, że..
- Że nie żyję?
- Tak.. To właśnie chciałem powiedzieć. Ale cóż, witaj ponownie Ball.
Spojrzałem na siebie, na dłonie, na klatkę piersiową.. Byłem podłączony do respiratora.
- Jak się czujesz?
- Znaleźliście Bradzia?
- Chłopie, ja się pytam jak się czujesz.
- A JA SIĘ PYTAM CZY GO ZNALEŹLIŚCIE! - Zdenerwowałem się.
- Uspokój się. Nie, jeszcze go nie znaleźliśmy. Zajmowaliśmy się Tobą.
Wyszedł z pomieszczenia.
Rozejrzałem się czy nie ma nigdzie kamer.
Nie było.
Odpiąłem wszystkie linki, które były do mnie przyczepione i wstałem. Zakręciło mi się w głowie. Złapałem się za nią i zamknąłem oczy.
Po krótkiej chwili było już dobrze. Po prostu zbyt gwałtownie wstałem.
Szybkim krokiem wyszedłem stamtąd. Spojrzałem na zegar, który wisiał na ścianie.
- 14:06.. Pora obiadu. - Powiedziałem sam do siebie i skierowałem się ku stołówki.
Stołówka była pełna ludzi. Każdy rozmawiał ze swoim przyjacielem/przyjaciółmi.
Nikt nie siedział sam. Jednak natrafiła się taka osoba, która usiadła sama przy dwuosobowym stoliku. Tą osobą jestem ja. Miałem przed sobą talerz pełen jedzenia.. Zamiast jeść, to tylko siedziałem nad tym i dziabałem widelcem bez celu.
Ktoś się do mnie dosiadł. Podniosłem głowę. To był James, a obok niego złączyły stolik Amanda i Klara.
- Connor nie wyglądasz najlepiej.. - Rzekł James.
- Co się dzieje? - Dotknęła mojej lewej dłoni Klara.
Nie odpowiadając na żadne z tych pytań, wstałem i wyszedłem w milczeniu.
Zapiąłem swoją bluzę i nałożyłem kaptur. Było mi zimno, ponieważ nie było mojego loczka, do którego mogłem się przytulić.
Szedłem samotnie po korytarzu.. Co chwile, gdy przechodziła obok mnie jakaś osoba, patrzyłem na nią uważnie, z nadzieją, że to mój Bradzio..
Ja rozumiem, że on jest w izolatce, ale mam tą głupią nadzieję, że jest ze mną na tym piętrze.
Wszedłem do pokoju i w ubraniu wskoczyłem na łóżko.
Mocno się wtuliłem w poduszkę, na której spał Brad.. Czułem ten jego zapach.. Nie wiem kiedy, ale zasnąłem.
***
Poczułem jak ktoś mną szturcha. Otworzyłem swoje oczy i ujrzałem nad sobą Jamesa.
- Co jest?
- Chodź na kolację.
- Nie mam ochoty nic jeść. - Wtuliłem się bardziej w poduszkę bruneta.
- Con, nic nie jadłeś.
- No i co mnie to obchodzi.
- Co się dzieje?
- Nic, daj mi spać. - Zamknąłem oczy.
- Connor...
- Wyjdź z tego pokoju! - Usiadłem na łóżku.
Ponownie się położyłem, lecz tym razem się przykryłem kołdrą.. Jakoś tak zimno było. Po krótkim czasie zasnąłem.
***
- Nie budź go, jeszcze zrobi Ci krzywdę..
- Spadaj James. Wiem jakie to dla niego ważne.
- Narażacie się na niebezpieczeństwo..
- James wynoś się. - Usłyszałem zamknięcie drzwi.
- Connor, wstawaj. Szybko, wstań. - Obudziła mnie Amanda.
- Co się stało?
- Idziemy?
- Gdzie?
- No jak to gdzie? Do Brada.
Na same imię wiedziałem już o co chodzi.
Zerwałem się na równe nogi i wybiegliśmy z pokoju.
- Poczekaj! - Szepnęła. - Musimy być ostrożni. Musimy iść tak, żeby nikt nas nie słyszał.
- Prowadź..
Po cichu biegliśmy do końca korytarza. Skręciliśmy w prawo i zbiegliśmy po schodach.
Było strasznie ciemno.. jedyne światło, jakie było to te, od księżyca, które padało przez okna.
- Stój.. - Stanąłem, wyciągnąłem z kieszeni inhalator i zaciągnąłem się kilka razy.
- Dobra, to już nie biegniemy. Zwolnijmy trochę.
Schodziliśmy tak z dwadzieścia minut. Myślałem, że te schody nie mają końca. A jednak.
Zeszliśmy tak nisko.. Normalnie to by tutaj chyba była piwnica? Nie rozumiem. Nic nie rozumiem.
- Tutaj nikt nie dyżuruje.. - Powiedziała śmiało.
- Wiesz.. tutaj jest strasznie..
- Mówiłam Ci.
Nie było żadnego światła.. Am włączyła latarkę, którą wcześniej wzięła ze sobą. Było chorobliwie zimno i było czuć wilgoć. Wszędzie były pająki.. a nawet były szczury. To nie są odpowiednie warunki do życia..
Mam nadzieję, że znajdę Brada i go stąd szybko wyciągnę.
Podszedłem niepewnie do jednych z drzwi.
- Bradziu? - Zawołałem.
Lecz odpowiedziała mi tylko ta irytująca cisza i ciemność.
Sprawdzaliśmy wszystkie drzwi od izolatek. Nigdzie nie było Brada.
- Wracajmy stąd Am..
- Z przyjemnością. - Miała gęsią skórkę.
Wybiegliśmy z tego miejsca. Amanda szybko wyłączyła latarkę by nikt nie zauważył nas.
Z wchodzeniem po schodach było trudniej niż schodzenie z nich. Zmęczyłem się ogromnie.
Ostrożnie weszliśmy na drugie piętro i uciekliśmy do swoich pokoi.
Kręciłem się w kółko myśląc o tych izolatkach.. o tych warunkach jakie tam panują..
Najbardziej niepokojący jest fakt, że nie było tam mojego Aniołka..
Potknąłem się i upadłem na łóżko.
Nie miałem siły wstać. Zasnąłem jak dziecko.

OMG. CO SIĘ STAŁO Z BRADEM?!?! Zaczynam się martwić czy oby nic sobie nie zrobił albo nie uciekł... Rozdziała świetny i czekam z niecierpliwością na next ;)
OdpowiedzUsuńGDZIE JEST BRADZIO?! Kuźwa gdzie?! Jak mu się coś stanie to nie przeżyje! Jeszcze Connor mdleje xD Boszz dawaj następny bo nie wytrzymam! GDZIE JEST BRADLEY?!
OdpowiedzUsuńBradley nie chowaj się przed nami :D mi ci nic nie zrobimy kochanie *>* a tak na marginesie... Jak mogłaś Madziu wpaść na pomysł z izolatką.. Przecież on tam na pewno nie trafił! Jest zbyt dobry.. Chyba ze się ciąć zaczął gdy Connor spał .. :((
OdpowiedzUsuńEj no co on jakiś niewidzialny się zrobił że nigdzie nie mogą go znaleźć
OdpowiedzUsuńCudny!! Ciekawe gdzie Bradley :<
OdpowiedzUsuńBrad where are you?! Hehehe no kurde nie wolno tak znikać xD TY niedobry! :D
OdpowiedzUsuńGdzie Brad?!OMG martwię się
OdpowiedzUsuńNiech on się szybko znajdzie pls
Zapraszam również na swojego bloga: http://you-change-my-life-ff.blogspot.com/
Mój Bradzio ;c nieeeeeeee!!! ;c musi się znaleźć! Jak nie to ja popełnię samobójstwo ;c BRAAAD CIOTO WRACAJ DO NAS!!! Kocham, czekam na next i mam nadzieję, że Bradzio się odnajdzie ^^ xx ♥♥♥
OdpowiedzUsuńZajebisty rozdział, ale smutny :(
OdpowiedzUsuńON MUSIC ZNALEŹĆ BRADA!!!!!
Czekam na next i mam nadzieje że znajdą Brada ;)
Kocham <3
właśnie przeczytałam wszystkie rozdziały i jestem zakochana w tym blogu naprawdę! Pisz dalej, masz talent nie moge sie doczekać co będzie dalej <3
OdpowiedzUsuń